Pewien człowiek znajdujący się przy domostwie został zaczepiony przez czarnego psa. Zwierzę bardzo chciało zwrócić jego uwagę, a zaskoczenie spotęgował fakt, że psiak wcisnął się pod fundamenty budynku! Ewidentnie coś było na rzeczy, człowiek wezwał więc do pomocy ratowników.
Przerażona i najprawdopodobniej potrącona suczka leżała przy autostradzie przez 24 godziny. Nie mogła się stamtąd ruszyć, była uwięziona między przejeżdżającymi samochodami. Potrzebowała pilnej pomocy, która szczęśliwie się zjawiła.
Ciężarna suczka nazywana Diva w wieku trzech lat miała po raz pierwszy zostać matką. Na początku, kiedy mężczyzna wciąż nie wiedział o tym, że Diva zaszła w ciążę, brzuch suczki, który zaczął się powiększać, bardzo go zaskoczył. Wkrótce jednak okazało się, że wszystkiemu winny jest płomienny romans z dużo starszym, bo 13-letnim psem o imieniu Joey.
Suczkę udało się im zamknąć na pustym placu budowy. Nie oznaczało to jednak, że zapanowanie nad agresywnym psem, który ciągle groził im atakiem będzie proste. Zwierzę nie pozwalało im do siebie podejść. Gdy tylko próbowali się do niego zbliżyć, obnażało zęby, czasem nawet pozorując atak. Para wolontariuszy wykazała się jednak niemal anielską cierpliwością i stoickim spokojem.
Suczka o imieniu Mazzy, próbowała zaalarmować swoich właścicieli, o tym co dzieje się za oknem. Zazwyczaj jednak jej szczekanie płoszyło nocnych gości, zanim ktokolwiek zdołał ich zobaczyć. W końcu jednak para z Wielkiej Brytanii przekonała się, co nie daje spać ich pupilowi. Gdy pewnej nocy wyjrzeli przez balkonowe drzwi, dostrzegli puszysty, rudy ogon lisa, spacerującego po ich posesji.
Niezwykła rzecz przydarzyła się dwóm psom, których właścicielką jest Julieta Firpo. Gdy jeden z czworonogów niefortunnie wpadł do basenu i potrzebował pomocy, nie było w pobliżu żadnego człowieka. Był natomiast szczeniak, młodsza suczka, która bez wahania postanowiła pomóc przyjaciółce. Nie było to jednak zadanie łatwe.
Suczka padła ofiarą pseudohodwcy, dla którego ważniejszy od dobra zwierząt znajdujących się pod jego opieką, był zysk, jaki osiągał na każdym szczeniaku. Nie przejmował się więc takimi sprawami jak zapewnienie zwierzętom minimum ruchu, pożywienia dobrej jakości czy planowaniem ich ciąży tak, by miały czas dojść do siebie po poprzedniej, nim zajdą w kolejną.
Rodzina Deenny Greenstein zdecydowała się na adopcję Penny w kwietniu zeszłego roku. Suczka była jednym z jedenastu szczeniaków, porzuconych pod śmietnikiem. Gdy kobieta, jej mąż oraz piątka dzieci pojechali do schroniska, od razu zakochali się w nieśmiałym kundelku. Okazało się jednak, że charakter psa został stłamszony przez panujące tam realia.
Historia suczki, która przez 12 lat była przetrzymywana w klatce, może stać się źródłem inspiracji dla tych, którzy nie wierzą w szczęśliwe zakończenia. Little Belle spędziła większość swojego życia w zamknięciu, lecz odkąd została uratowana z rąk bezdusznego pseudohodowcy psów, jej życie zmieniło się o 180 stopni.
Suczka przebywała w trzech domach i dwóch schroniskach. Na początku spędziła kilka miesięcy swojego życia w miejskim schronisku w Filadelfii. Stamtąd trafiła do domu mężczyzny, który oddał ją zaledwie po dwóch tygodniach. Najwyraźniej zależało mu na psie stróżującym, a nie wiernym przyjacielu. Swoją decyzję argumentował w absurdalny sposób.
Każdy pies na świecie potrzebuje tak na prawdę tylko jednej rzeczy - kochającej rodziny. W zamian za opiekę i miłość, jaką człowiek darzy czworonoga, ten jest jego przyjacielem. Czasem zdarza się, że zwierzak trafia w niewłaściwe ręce. Tak najwyraźniej było w przypadku ośmiomiesięcznej suczki, której nadano imię Tammi. Została potrącona przez samochód, a później jeszcze postrzelona.
Suczka, która tak jak inne bezdomne zwierzęta, próbowała jedynie przeżyć na ulicy, przez długi czas nie zaznała, czym jest troska i empatia ze strony człowieka. Khaleesi nawet nie przypominała psa, lecz pustą skorupę pełną wewnętrznych i zewnętrznych ran. Znała tylko głód i doskwierającą samotność.
Wszystkie trzy suki miały zostały uratowane z ulicy i miały szukać domu w Minnesocie. Wolontariuszka wiedziała, że podróż z Kentucky potrwa kilkanaście godzin i miała wielką nadzieję, że ciężarne zwierzaki wstrzymają się z porodem aż do znalezienia się na miejscu. Jednak Matki Natury nie da się oszukać i szczeniaki przyszły na świat wcześniej!
Psia mama wychodziła na ulicę tylko, gdy widziała, że ktoś się zbliża. Była jednak trochę zbyt nieśmiała i strachliwa, by dać się złapać i sobie pomóc. Kiedy wolontariusze z serbskiego schroniska dotarli do ośnieżonej drogi, wystarczył moment, by suczka podeszła i przywitała się z nimi.
Suczka została zawinięta po szyję w gruby jutowy worek. Wraz z nią na drogę wyrzucono jej szczenięta. Ktoś chciał się pozbyć wszystkich czworonogów. Małe pieski chodziły wokół swojej skrępowanej matki, głośno piszcząc, prosząc ją o pokarm. Matka nie mogła jednak zrobić nic, by im pomóc. Sposób, w jaki ktoś je potraktował, można uznać za prawdziwe tortury.
Owczarek niemiecki Raven Aniston ciężko znosił zostawanie samemu w domu. Właścicielka podejrzewała, że jej suczka może cierpieć na lęki separacyjne, ale pies oczywiście nie mógł jej o tym powiedzieć. Kobieta zdecydowała się umieścić w domu kamerkę, aby zobaczyć, co owczarek robi pod jej nieobecność. Nie spodziewała się tego, co zobaczy.
Kto nie lubi dostawać prezentów? Ta psina nie kryje się ze swoją miłością do otrzymywania od właścicieli dowodów miłości. Gdy wszyscy cierpliwie czekali z otwarciem prezentów do wigilii, suczka postanowiła trochę przyspieszyć proces. Opiekunowie nie mogli przestać się śmiać, gdy złapali ją na gorącym uczynku.
Suczka jako pierwsza wyczuła niewidoczne zagrożenie, które znajdowało się tuż pod warstwą tynku na ścianie. Pies szczekał bez przerwy, patrząc w jeden punkt, dopóki właściciele nie zajęli się niebezpieczeństwem. Rzadko kiedy wyczucie pupila okazuje się tak ważne jak w tym wypadku. W instalacji elektrycznej domu doszło do zwarcia, od rozgrzanych kabli zajęła się izolacja budynku.
Suczka w typie owczarka niemieckiego marzyła o spokojnej starości w domu, w którym spędziła całe swoje życie. Dostojna Cutie pogodnie spoglądała w przyszłość, nie wiedząc, że w tym samym czasie jej właściciele planowali, jak się jej pozbyć.
Wolontariusze z amerykańskiej organizacji na rzecz ratowania i pomocy potrzebującym zwierzętom podzielili się ze światem historią 3-letniej suczki o imieniu Harriet. Zwierzę przeżyło w swoim stosunkowo krótkim życiu prawdziwą tragedię, z której mało kto zdawał sobie sprawę, dopóki nie zobaczył, w jakiej pozycji śpi.
Suczka żyła ze swoimi szczeniętami w strasznych warunkach. Za dom służyła jej betonowa rura, pozbawiona jakiejkolwiek izolacji i ochrony przed mrozem. Wolontariusze godzinami szukali jej na poboczach drogi. Większość odpływów była przysypana śniegiem, co ułatwiało im zadanie. W końcu udało im się dostrzec w śniegu ślady psich łap.
Wolontariusze z kalifornijskiego schroniska.pewnego dnia dostali pod opiekę małą, uroczą suczkę. Właściciele oddali ją, nie podając żadnego powodu. Pracownicy, wiedząc, że zazwyczaj nie jest to dobry znak, przyjęli małą psinę pod swoje skrzydła, jednak szybko zauważyli, że coś jest nie tak.
Pitbull musiał przeżyć coś wyjątkowo przykrego. Widać było, że okropnie czuje się w schronisku. Nie wstawał ze swojego miejsca w kącie klatki, mimo usilnych prób wolontariuszy. Właścicielka i dyrektorka schroniska wymyśliła, kto może mu pomóc i przyprowadziła do pracy swojego 7-letniego syna.
Chris oraz Mariesa od dłuższego czasu rozważali adopcję czworonoga. W tym celu na bieżąco śledzili media społecznościowe lokalnych schronisk w poszukiwaniu psa, który od pierwszego wejrzenia skradłby ich serca. Los chciał, że pewnego dnia znaleźli informację o ciężarnej suczce, która wymagała pomocy.
Suczka przez liczne choroby skóry ledwo przypomina psa. Ma tylko 5 lat, a wycierpiała już tyle, co niejeden dorosły pies. Najprawdopodobniej zaniedbywano ją od samego szczeniaka. Wolontariusze dzielą się jej smutną historią.
Suczka miała przed sobą nieciekawą wizję przyszłości. Po wielu latach mieszkania z jednym właścicielem nagle wylądowała z powrotem w schronisku. Psina nie rozumiała, co się stało, podobnie jak wolontariusze. Na szczęście los szykował dla suczki wspaniałą niespodziankę.
Suczka Sadie była ulubienicą rodziny. Trafiła do ich domu gdy miała tylko 8 tygodni i już od samego początku poczuła się najbardziej związana ze swoim panem, Andym. To on codziennie rano karmił ją i wychodził do pracy, a ona wypatrywała za nim przez okno. Kiedy ukochanego pana suczki zabrakło, jej życie z dnia na dzień legło w gruzach. Żona zmarłego postanowiła, że musi zabrać psinę na pogrzeb, ale nie mogła przewidzieć, co tam się stanie.
Adoptowany pies stanowił dla nowej rodziny nie lada wyzwanie. Przestraszona suczka nie była najłatwiejszym do socjalizowania psem, jednak Suzy wraz z dziećmi i mężem uznali, że dadzą sobie radę. Mieli już innego psa, postanowili więc, że przedstawią ich sobie, a Kailey z czasem zacznie się otwierać. Tak też się stało, ale rodzina Suzy nie mogła wiedzieć, co spotka ich pewnego dnia.