Swiatzwierzat.pl
Sokół wędrowny

Pixabay/70154

Potrafi lecieć nawet 400 km/h. Niestety, w wyniku działalności człowieka sokół wędrowny prawie wyginął

9 Kwietnia 2021

Autor tekstu:

Ewa Nalepa

Sokoły wędrowne to niewątpliwie rzadkie i wymagające ochrony ptaki. W przyrodzie pełnią bardzo ważną funkcję, choć często niedocenianą przez ludzi. W ubiegłym wieku sokoły stanęły na krawędzi wymarcia przez stosowane wówczas na szeroką skalę groźne

Sokoły wędrowne to jedne z najrzadszych ptaków na świecie. Są absolutnie genialnymi myśliwymi, a ich widok podczas pikowania potrafi zaprzeć dech w piersiach. Według niektórych źródeł sokoły potrafią osiągnąć w locie prędkość nawet 400 km/h! Wszystko za sprawą doskonałej anatomii. Te zwierzęta zostały obdarzone silnymi mięśniami, długimi, wąskimi skrzydłami oraz nozdrzami o odpowiedniej budowie, które umożliwiają im oddychanie przy wielkim pędzie. Czy jednak te cechy mogą stawić opór zagrożeniom, jakie niesie ze sobą rozwój ludzkiej cywilizacji?

Co doprowadziło sokoły na skraj wymarcia?

Niewiele osób wie, że sokoły nie polują przy użyciu pazurów. W czasie łowów uderzają z ogromną prędkością w lecące ptaki swoimi wyciągniętymi łapami. Wydawałoby się, że taki drapieżnik znajdujący się na samym szczycie piramidy pokarmowej nie musi obawiać się o swoje przetrwanie. Jednakże jeszcze niedawno sokoły stanęły na krawędzi wymarcia.

- Sokół wędrowny to obecnie bardzo rzadki ptak. Jest gatunkiem kosmopolitycznym, który dawniej występował praktycznie na całym świecie, ale w wyniku działalności człowieka na większości swego areału występowania prawie wyginął. To wszystko stało się za sprawą powszechnie stosowanego w ubiegłym wieku środka owadobójczego, czyli DDT – mówi nam Sławomir Sielicki, prezes Stowarzyszenia Na Rzecz Dzikich Zwierząt Sokół.

DDT był do tego stopnia powszechnie stosowanym środkiem, że jego odkrywca w 1948 roku dostał za jego opatentowanie nagrodę Nobla. Jednakże jeszcze w tym samym roku pewien amerykański ornitolog znalazł gniazdo sokołów, w którym z niewyjaśnionych przyczyn doszło do zgniecenia wysiadywanych jaj. Dopiero z czasem wyszło na jaw, że stało się to za sprawą popularnego środka owadobójczego. Jaki był związek pomiędzy tymi dwoma pozornie niezwiązanymi sprawami? 

- Na początku wydawało się, ze DDT był nieszkodliwy. Wkrótce jednak okazało się, że ten środek bardzo powoli rozkłada się w środowisku naturalnym, a żaden organizm nie jest w stanie go wydalić – on się ciągle kumuluje. Właśnie dlatego u gatunków ze szczytu piramidy troficznej, u których ta kumulacja była największa, powodował w skrajnych wypadkach śmierć i zmiany behawioralne. Przede wszystkim jednak wywoływał zmianę gospodarki wapniowej. To powodowało silny niedobór wapnia w skorupach jaj, które stawały się bardzo kruche i były miażdżone przez wysiadujące ptaki. Najbardziej wrażliwym na DDT okazał się być sokół wędrowny – dodaje Sielicki.

Z czasem zaczęto obserwować stopniowe zanikanie sokołów. Nie były one w stanie odchować potomstwa przez niewłaściwą budowę skorup jaj, na które szkodliwy wpływ miał właśnie DDT. Na przestrzeni wielu lat brak przychówku sprawił, że sokoły wędrowne zaczęły wymierać. Ptaki przetrwały tylko w rejonach, gdzie środek owadobójczy był rzadziej stosowany. Choć używanie DDT jest już od lat zakazane, to odbudowa populacji w sposób naturalny trwałaby bardzo długo, o ile w ogóle byłaby możliwa. 

- Sokoły zaczęły znikać w latach 40., 50. i 60. XX wieku. W Polsce ostatnie znane gniazdo sokoła wędrownego znaleziono w 1964 roku. Później przez kilkadziesiąt lat odnotowano dosłownie pojedyncze obserwacje tych ptaków i zaledwie dwie nieudane próby lęgów. Na dobrą sprawę, przez jakiś czas ten gatunek był praktycznie wymarły, zarówno w Polsce, jak i wielu innych państwach na świecie – stwierdził prezes Stowarzyszenia Sokół.

Reintrodukcja, czyli przywrócenie sokołów na dawne terytoria

Jak więc zadbano o zabezpieczenie wciąż żyjących ptaków oraz odbudowanie ich populacji? Kluczową rolę odegrali sokolnicy, którzy dzięki swojej determinacji, zapobiegli całkowitemu wymarciu sokołów wędrownych na świecie. 

- Na szczęście dla tego gatunku, w momencie kiedy jego naturalna populacja przeżywała kryzys, sporo ptaków znajdowało się pod opieką sokolników. Dzięki temu można było podjąć próby hodowli tych zwierząt. Miało to tę wielką zaletę, że gdy inkubowało się jaja w specjalnym inkubatorze, praktycznie nie było możliwości potłuczenia ich skorup. Technika hodowli sokołów została opanowana, a później zaczęto reintrodukować młode ptaki, czyli wypuszczać je na wolność tam, gdzie wcześniej wyginęły. Na podstawie naszych doświadczeń te same techniki wykorzystywano później przy wielu innych gatunkach ptaków, nie tylko tych drapieżnych – wyjaśnia Sielicki.

- Reintrodukcje w Polsce rozpoczęto w 1990 roku. Zajmowały się nimi różne organizacje i instytucje, każda działała trochę inaczej. Z czasem jednak program przywracania tych rzadkich zwierząt zaczął wygasać. Właśnie dlatego w 2002 roku założyliśmy Stowarzyszenie na Rzecz Dzikich Zwierząt Sokół, żeby móc kontynuować te działania. Od 2010 całkowicie przejęliśmy program reintrodukcji, a do 2020 roku wypuściliśmy blisko tysiąc tych pięknych ptaków. Co prawda, w Polsce już wcześniej pojawiały się pojedyncze pary sokołów, z których pierwsza i najsłynniejsza zamieszkiwała Pałac Kultury i Nauki w Warszawie od 1998 roku, ale tak naprawdę dzięki funduszom unijnym można było zacząć wypuszczać sokoły w większych ilościach i to dopiero zaczęło przynosić pożądane efekty – mówi prezes Stowarzyszenia Na Rzecz Dzikich Zwierząt Sokół.

Jak więc prezentuje się współczesna sytuacja sokołów wędrownych w Polsce? Czy populacja tych zwierząt jest na tyle liczna, by nie musieć się już obawiać się o ich los w przyszłości? Okazuje się, że prognozy są obiecujące, lecz nie zapominajmy, że w dalszym ciągu są to jedynie przewidywania. 

- Obecnie na terenie kraju lęgnie się około 50 par tych ptaków. To jest bardzo duży wzrost, gdyż przywracanie sokołów rozpoczęto dosłownie z poziomu zera. Jednak nadal jest to jeden z najrzadszych gatunków w Polsce. Pocieszający jest fakt, że tych ptaków stale przybywa. Warto tutaj wspomnieć, że ewenementem na skalę światową była populacja wschodnioeuropejska. Te sokoły nie lęgły się w górach na półkach skalnych, a przejmowały gniazda innych ptaków, które były zbudowane na drzewach. Niestety, właśnie te ptaki najbardziej ucierpiały przez DDT i praktycznie zniknęły z powierzchni Ziemi, ale teraz Stowarzyszenie pracuje nad przywróceniem tej wyjątkowej, leśnej populacji sokoła wędrownego – mówi Sielicki.

Dlaczego ochrona sokołów wędrownych jest zatem tak ważna? Ponieważ jak wszystkie inne drapieżniki, pełnią w przyrodzie niezmiernie ważną funkcję sanitarną. Zwierzęta drapieżne mają to do siebie, że polują na to, co jest najłatwiej złapać, czyli np. na osobniki chore. Weźmy na przykład gołębie miejskie, które stanowią główny pokarm sokoła wędrownego. Gdy w mieście nie ma drapieżnika, nawet schorowane ptaki rozmnażają się na potęgę. Gdy jednak drapieżnik jest obecny, to nawet jeśli nie wyłapie wszystkich chorych gołębi, przynajmniej samą swoją obecnością sprawi, że najsłabsze osobniki będą się mieć na baczności i nie założą gniazda w widocznym miejscu. Z czasem populacja gołębi będzie mniejsza i zostaną w niej tylko silne i zdrowe ptaki. To przełoży się także na mniejszą uciążliwość dla ludzi.

- Jeśli ktoś jest bardzo zainteresowany ochroną sokoła wędrownego, zawsze może wesprzeć nasze Stowarzyszenie. Warto tu dodać, że dzięki naszym kamerkom zainstalowanych w kilkunastu gniazdach w całej Polsce przybyło osób chcących wspierać ochronę tych ptaków. Dzięki nim powstali Falcofani, którzy sporo działają w terenie i już niejednokrotnie znaleźli nowe stanowiska lęgowe sokołów. Nasza działalność jest jednak bardzo szeroka, a oprócz monitoringu ptaków prowadzimy przede wszystkim ich reintrodukcje. Do tego niezbędne są fundusze. Zakup młodych sokołów z hodowli jest niezwykle kosztowny, dlatego właśnie potrzebujemy przede wszystkim wsparcia finansowego – podsumowuje prezes Stowarzyszenia Na Rzecz Dzikich Zwierząt Sokół.

Zobacz zdjęcie:

Fot. Pixaby/Alexas_Fotos

  • Pięciolatka znęcała się nad kotem. Nagranie udostępniła jej 22-letnia opiekunka

  • Głucha suczka nigdy nie słyszała, jak się szczeka. Nagrano jej urocze próby

  • Chciał odrobiny prywatności w łazience. Pies miał inne zdanie

Tagi:

Ewa NalepaAutor

Redaktor portalu swiatzwierzat.pl

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: [email protected]

Podobne artykuły

Inne zwierzęta

Śmiertelny wypadek w ubojni trzody chlewnej. Świnia "obudziła się i zaatakowała"

Czytaj więcej >

Inne zwierzęta

Nagrał spacer majestatycznych żubrów po lesie. "Prawdziwi królowie polskiej przyrody"

Czytaj więcej >

Inne zwierzęta

"Ropuchodzilla" schwytana w Australii. Ważące 2,7 kg monstrum zostało uśpione

Czytaj więcej >

Inne zwierzęta

W środku nocy psy zaczynają szczekać jak oszalałe. Na posesję wtargnął niebezpieczny intruz

Czytaj więcej >

Inne zwierzęta

Nietoperze tylko czekają na ich nieuwagę. Fotopułapka przyłapała "wampiry" podczas łowów

Czytaj więcej >
dziki, fot. unsplash.com/Rosie Sun, TOMASZ RADZIK/East News

Inne zwierzęta

Wychodzą w nocy i sieją spustoszenie. Leśnicy pokazali opłakane skutki nocnego żerowania dzików

Czytaj więcej >