Kot podróżnik
Źródło: facebook/Przytulisko bezdomnych zwierząt w Zaborze

Kocurek pokonał 540 kilometrów, by wrócić do bliskich. Gdy przekroczył próg domu, na jaw wyszła jego tajemnica

5 Lutego 2021

W przytulisku bezdomnych zwierząt w Zaborze (woj. lubuskie) stawiła się rodzina spod Olsztyna, która była pewna, że niedawno opublikowane zdjęcia na mediach społecznościowych organizacji przedstawiały ich zaginionego kocurka. Wolontariusze byli zszokowani, jednak postanowili zaryzykować i wydać kota w ręce potencjalnych właścicieli, mimo że nie reagował na swoje imię. Aż do chwili powrotu do domu nie było pewności, że to na pewno zaginiony Tores, lecz wkrótce prawda ujrzała światło dzienne.

Rudy kocurek, który błąkał się po okolicy, został odnaleziony przez wolontariuszy należących do przytułku dla bezdomnych zwierząt w Zaborze (woj. lubuskie). Z zachowania zwierzęcia można było ustalić, że kot wcześniej mieszkał w domu, gdyż ewidentnie nie był przystosowany do życia w warunkach panujących na wolności. Ponadto, był wykastrowany.

Kocurek-podróżnik

Natychmiast rozpoczęto akcję poszukiwawczą właścicieli zguby, która przy okazji ujawniła wiele zaskakujących faktów na temat zagubionego mruczka. Zdjęcia rudego kota o seledynowych oczach zostały udostępnione w mediach społecznościowych, a wiadomości w jego sprawie wkrótce zasypały skrzynkę mailową organizacji.

- Nie sądziliśmy, że spotkamy się z tak dużym odzewem, bo na skrzynkę mailową naszego przytuliska zaczęły spływać liczne zapytania o kocurka z terenu całej Polski! Przez kilka dni sprawdzaliśmy opisywane w mailach cechy kota, obserwowaliśmy jego reakcję na przywoływanie go różnymi imionami… Nic z tego! - tłumaczą pracownicy przytuliska we wpisie na Facebooku.

Spośród dziesiątek odebranych wiadomości jedna szczególnie przykuła uwagę wolontariuszy. Chodziło o maila wysłanego przez pewną rodzinę z mieściny pod Olsztynem, która była oddalona o 540 kilometrów od Zaboru! Okazało się, że data zaginięcia ich ukochanego zwierzaka była zbliżona do okresu, w którym odnaleziono rudego kocurka. Ponadto, był tak uderzająco podobny do zaginionego pupila imieniem Tores, że nie przestawali wierzyć, że to może być właśnie on.

Wolontariusze zrelacjonowali, że rodzina z wielką uwagą analizowała wszelkie podobieństwo kota do ich zguby. Wielokrotnie powiększała zdjęcia, by sprawdzić układ pręg na futrze i wszystkie cechy charakterystyczne. Pracownicy przytuliska zaufali im i zaprosili po odbiór podopiecznego z odległego miejsca w kraju.

Golden retriever ćwiczy przed lustrem groźne miny. Można się popłakać ze śmiechu (WIDEO)Golden retriever ćwiczy przed lustrem groźne miny. Można się popłakać ze śmiechu (WIDEO)Czytaj dalej

- Odległość jednak zupełnie nie przeszkodziła potencjalnym właścicielom kota. Ruszyli o drugiej w nocy, by, przejechawszy 540 km, stawić się rano w naszym przytulisku. Mówili, nam, że nigdy by sobie nie darowali, że nie sprawdzili osobiście, czy nasz kot nie jest przypadkiem ich Toresem - tłumaczą miłośnicy zwierząt z Zaboru.

Nie ma nic lepszego, niż powrót do domu

Po przybyciu rodziny do przytuliska okazało się, że odnaleziony rudy kocurek co prawda wygląda niemal identycznie, co Tores, ale wcale nie reaguje na swoje imię. Być może czas spędzony w podróży w nieznane sprawił, że zwierzak zapomniał, jak zwykle wołali do niego właściciele lub zwyczajnie był w szoku.

- Twierdzili też, że są przygotowani na dwa warianty. Pierwszy, że to Tores i go zabierają ze sobą. Drugi, że to nie jest Tores, ale i tak ofiarują mu dom i będzie wówczas dla nich Toresem 2. Spotkanie z kotem było niezwykle emocjonujące - informują wolontariusze.

Potencjalni właściciele jednak nie zrażali się i postanowili zabrać Toresa (1 bądź 2) z powrotem do domu. Dopiero gdy zwierzak przekroczył próg, jego sekret wyszedł na jaw. Opiekunowie zyskali stuprocentową pewność, że mruczek o seledynowych oczach to właśnie ich oryginalnym Tores.

- Tores lub Tores 2 wszedł do domu tak, jakby znał to miejsce jak własną kieszeń. Przywitał się z drugą kotką, przytykając nosa do nosa, zrobił siku w swojej kuwecie i niezwykle zadowolony wskoczył na swoje posłanie! Był przy tym cały czas zrelaksowany, leżał na plecach, pokazując brzuszek i nie ujawniał żadnych oznak stresu - piszą wolontariusze w poście na mediach społecznościowych.

Tajemnica, w jaki sposób ten podróżnik pokonał 540 kilometrów, po dziś dzień pozostaje nierozwiązana. Podobno lubił wskakiwać do samochodów. Czyżby mruczek poczuł zew przygody i chciał się na trochę wyrwać z rodzinnego gniazdka? Tego już się nie dowiemy.

Zobacz zdjęcie:

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

źródło: facebook

Następny artykuł