kotek
Źródło: pixabay/Daga_Roszkowska

Żona nie chciała zgodzić się na kotka, wtedy mąż zrobił okropną rzecz. Rodzina musiała uciekać

11 Lutego 2021

Jarosław K. przyniósł do domu małego kotka. Chciał podarować go córce, jednak żona nie wyraziła na to zgody. Syn małżeństwa miał alergię na kocią sierść, o czym mężczyzna najwyraźniej zapomniał. Kiedy usłyszał odmowę, wściekł się na bliskich. Jarosław K. spod Ślesina w województwie wielkopolskim tak zdenerwował się na bliskich, że postanowił spalić ich żywcem.

Do przerażająco strasznej sytuacji doszło w czerwcu 2020 roku. To właśnie wtedy Jarosław K. wrócił do domu z małym kotkiem, który miał być prezentem dla Karolinki. Żona mężczyzny nie wyraziła na to zgody, co tylko rozwścieczyło mężczyznę. W odwecie postanowił spalić rodzinę.

Zaatakował własną rodzinę

W małżeństwie państwa K. nie układało się najlepiej, a nawet wręcz tragicznie. W domu często dochodziło do awantur. Mężczyzna wyzywał wszystkich, bezpodstawie krytykował. W swoim zachowaniu był agresywny, wielokrotnie niszczył meble, domowe sprzęty. Przerażona żona uciekała z domu wraz z dziećmi do znajomych czy rodziny. Jak podaje se.pl, zdarzało jej się też nocować po prostu w lesie.

Kiedy Renata K. nie zgodziła się na adopcję kotka, mężczyzna znów dostał ataku furii.

- Przyniósł małego kotka dla córki. Nie zgodziłam się na to, bo Kacper jest uczulony. Mąż zaczął mi ubliżać. Syn stanął w mojej obronie i powiedział do niego, żeby się tak do mnie nie odzywał. Jarek poszedł do siebie, do pokoju. Walił drzwiami, lodówką, przyczepił się do siostry Karoliny. Poszedł na górę, potem znowu do pokoju i znowu na górę. Później wyszedł – relacjonowała wydarzenia z czerwcowego wieczoru Renata K. Relację z procesu opisał lokalny, koniński portal lm.pl.

Dzieci zaatakowane przez psa. Wstrząsające zdarzenie nagrała kameraDzieci zaatakowane przez psa. Wstrząsające zdarzenie nagrała kameraCzytaj dalej

Rodzina uciekła w piżamach

Wychodząc z domu mężczyzna rzucił do swojej szwagierki, która z nimi mieszkała: - Żegnaj szwagierko, podpaliłem górę, spalicie się wszyscy.

Kobieta nie zbagatelizowała słów. Okazało się, że mężczyzna wylał naftę na dywan na piętrze, po czym wszystko podpalił. Rodzina ubrana tylko w piżamy, uciekła z domu.

- Zobaczyłam płomienie, które szły w moją stronę – mówiła w sądzie Renata K. - Uciekałyśmy, tak jak stałyśmy. W piżamach i na boso. Furtka i brama były zamknięte na klucz. Zrobił to, żeby utrudnić nam ucieczkę. Krzyczałyśmy: „co ty zrobiłeś?!“, a on pokazał siostrze tylko środkowy palec –dodała.

Po straż pożarną zadzwonił syn mężczyzny. Choć mundurowi od razu odpowiedzieli na wezwanie, ogień zdążył przedostać się na parter budynku. Straty wyniosły 50 tys. zł.

Prokuratura Rejonowa w Koninie postawiła Jarosławowi K. zarzut nieudolnego usiłowania pozbawienia życia wielu osób i znęcanie się nad rodziną. Jarosław K. twierdzi, że nikogo nie chciał zabić, a ogień pojawił się na strychu przez przypadek.

Zobacz zdjęcia:

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

Następny artykuł