Wyszukaj w serwisie
Psy Koty Inne zwierzęta Nasze ZOO Głosem eksperta Pozostałe quizy
Swiatzwierzat.pl > Koty > Adoptowała najstarszego kota ze schroniska. Ku jej zdumieniu wcale nie wybiera się na tamtą stronę
Kamila Sabatowska
Kamila Sabatowska 12.04.2023 09:27

Adoptowała najstarszego kota ze schroniska. Ku jej zdumieniu wcale nie wybiera się na tamtą stronę

Adoptowała najstarszego kota ze schroniska. Ku jej zdumieniu wcale nie wybiera się na tamtą stronę
unsplash/Maurice DT

Użytkowniczka Reddita podzieliła się z internautami historią, jaka spotkała ją i kota w podeszłym wieku. Mruczek został adoptowany z przytłaczające, szarego schroniska, dzięki czemu dostał szansę na przeżycie ostatnich lat w lepszych warunkach. Jednak ku jej zdziwieniu mruczek wcale nie miał zamiaru odejść do Krainy Wiecznych Łowów. 

Cała historia rozegrała się w 2016 roku. Kobieta o imieniu Julia, która zdecydowała się na adopcję jednego z najstarszych kotów w schronisku, była przekonana, że jej podopieczny spędzi u niej w domu co najwyżej kilka lat, jeśli nie miesięcy. Z czasem jednak zdała sobie sprawę, jak bardzo się myliła.

Zaadoptowała najstarszego kota w schronisku

Historia opowiedziana przez Julię jest najlepszym dowodem na to, że pomimo planów i oczekiwań życie potrafi zaskoczyć. Dokładnie tak stało się, kiedy kilka lat temu kobieta zaadoptowała kota. Z uwagi na to, że chciała zapewnić kociemu seniorowi godne odejście z tego świata, bez namysłu w schronisku poprosiła o przydzielenie jej najstarszego z osobników, które akurat mieli pod swoją opieką.

Kotka, z którą wróciła do domu, miała około 11 lat, a w przytulisku przebywała już od 2. Nie da się ukryć, że nie miała łatwej przeszłości, bowiem borykała się z problemami zdrowotnymi, a jednym z nich był wirus FIV, który wiąże się z osłabionym układem odpornościowym.

Kotka całe dnie spędzała w ukryciu

Leciwa kotka wydawała się niezadowolona z przeprowadzki do nieznanego miejsca z obcą kobietą. Głośno syczała, a niekiedy dźwięki, które wydawała, przypominały nawet warczenie dzikiego zwierzaka. 

- Nie miałam pojęcia, że kot może wydawać z siebie takie dźwięki - dziwiła się Julia.

W końcu Julia i jej nowa podopieczna dotarły do domu. Po przekroczeniu progu nie takiego zachowania spodziewała się po nowej lokatorce. 

- Wróciłam do domu, wypuściłam ją, a ona od razu znalazła drogę prosto pod kanapę - opisuje.

Odtąd kotka spędzała całe dnie w kryjówce pod kanapą. Kobieta opowiedziała, że czuła się wówczas, jakby żyła z kotem widmo. Kuweta sama się zapełniała, tak samo jak woda i jedzenie same znikały z miseczek. Dopiero po czterech miesiącach miaucząca lokatorka zaczęła z zaciekawieniem wystawiać łebek spod kanapy, kiedy jej opiekunka gotowała. Wtedy zaczął się okres przełomowy w ich relacji.

Plan Julii w zupełności się nie sprawdził

W kolejnych miesiącach kotka wciąż zachowywała dystans, jednak był on zdecydowanie mniejszy, niż wcześniej. Po raz pierwszy pozwoliła się dotknąć Julii dopiero po roku. Wtedy poczuła, że jej misja została spełniona, a jeśli lada dzień kotka odejdzie z tego świata, będzie mieć świadomość, że w końcu się u niej zadomowiła.

Jednak minął kolejny rok, następny i jeszcze jeden, a schorowana kocia staruszka zupełnie nigdzie się nie wybierała. Choć pojawiły się u niej kolejne poważne problemy zdrowotne, a Julia była przekonana, że nie będzie w stanie się już z nich wykaraskać, dzięki jej troskliwej opiece i doborze odpowiednich leków, ponownie uciekła śmierci.

Teraz od adopcji minęło już 7 lat, a kotka uwielbia bawić się zabawkami, śledzi swoją opiekunkę krok w krok i uwielbia spędzać czas na swoim dwumetrowym drapaku.

- Nie wiem, w którym momencie mój plan zawiódł, ale cieszę się, że tak się stało - wyznaje Julia.

 

źródło: wamiz.com; reddit