Kociarz z Aleppo
Źródło: facebook/Anna i Karol Wilczyńscy / Islamista Blog

Kiedy wszyscy uciekali przed wojną, on został, by ratować zwierzęta. Setki kotów zawdzięczają życie „Kociarzowi z Aleppo"

28 Stycznia 2021

„Kociarz z Aleppo", czyli tak naprawdę Mohammad Alaa al-Jaleel miał szansę by tak, jak tysiące mieszkańców kraju pochłoniętego wojną, uciec z ojczyzny i szukać schronienia w bezpiecznym miejscu. Mimo to mężczyzna postanowił zostać i ratować porzucone w w strefie działań wojennych koty. Chociaż głód, bombardowania i wszechobecne widmo śmierci towarzyszyły mu każdego dnia, pomoc potrzebującym zwierzętom i dbanie o ich dobrostan było w jego przekonaniu nie tyle, ile ludzkim obowiązkiem, lecz życiową misją.

Przed 2011 rokiem, zanim Syrię ogarnęła wojna domowa, Mohammad Alaa al-Jaleel mieszkał we wschodnim Aleppo i pracował jako elektryk. Wraz z zaostrzaniem się konfliktu mężczyzna mógł podjąć decyzję, by ratować swoje życie i wraz z milionami uchodźców szukać spokoju z dala od kraju, w którym naloty bombowe są codziennością.

Syryjczyk zrozumiał jednak, że jeśli pozostanie w strefie działań wojennych, będzie w stanie uratować życie setkom, jak nie tysiącom stworzeń, o których los nikt inny nie zadba. Była to wystarczający powód i motywacja, by ryzykując własnym zdrowiem i życiem, pomagać bezdomnym zwierzętom.

Syryjczyk ratuje porzucone koty

„Kociarz z Aleppo" wspomina początek działalności Ernesto’s Sanctuary for Cats in Syria na swojej stronie internetowej. Wszystko zaczęło się w 2012 roku, kiedy Mohammad zaczął karmić porzucone i bezpańskie koty na ulicach. Większość z nich straciła dom po tym, jak ich właściciele uciekli z kraju w obawie przed śmiercią.

Kiedy mężczyzna zauważył, że coraz więcej zwierząt traci dom nad głową, choruje i cierpi głód, nie mógł przejść obok nich obojętnie. Czuł wewnętrzny obowiązek, by zrobić wszystko w swojej mocy, aby im pomóc. Już wtedy w jego głowie zaczął kreować się plan stworzenia miejsca schronienia dla bezpańskich kotów.

Mężczyzna kupował karmę dla zwierząt z własnych środków. Chociaż sytuacja ekonomiczna mieszkańców kraju pogrążonego w wojnie była fatalna, wolontariusz wolał przeznaczyć część swojej wypłaty na koty, niż własne potrzeby. W tamtym czasie pracował jako kierowca karetki i paramedyk.

Usłyszeli skowyt zwierząt wydobywający się spod ziemi. Gdy zajrzeli do kanału ściekowego, serca podeszły im do gardełUsłyszeli skowyt zwierząt wydobywający się spod ziemi. Gdy zajrzeli do kanału ściekowego, serca podeszły im do gardełCzytaj dalej

Sanktuarium dla ofiar wojny domowej

Miłośnik zwierząt bardzo przeżywał, widząc, że na przestrzeni lat kiedy Aleppo niemal całkowicie opustoszało z powodu zaciekłych walk i bombardowań, zwierzęta pozostawały porzucone w mieście. Nierzadko dochodziło do wypadków, w których podobnie jak ich właściciele, koty czy psy padały ofiarą zaciekłego konfliktu.

Pod koniec 2016 roku, gdy reżim syryjski i jego sojusznicy przejęli kontrolę nad Aleppo, al-Jaleel wraz ze swoimi podopiecznymi był zmuszony uciec do miasta Idlib w pobliżu granicy z Turcją. To właśnie tam jego marzenie wreszcie się spełniło.

Kiedy Mohammad uzbierał potrzebne środki, otworzył azyl dla potrzebujących zwierząt. Sanktuarium dla kotów Ernesto w Syrii stało się bezpieczną przystanią dla wszystkich stworzeń, w szczególności kotów, które także stały się ofiarami niekończącego się konfliktu w kraju. Jego działania w dużej mierze pozostają finansowane z darowizn od miłośników zwierząt z całego świata, którzy nie są obojętni na los istot oddalonych tysiące kilometrów.

„Kociarz z Aleppo" podkreśla na swojej stronie internetowej, że jest tylko zwykłym cywilem, który tak jak miliony jego rodaków, został dotknięty wojną. To właśnie zwierzęta dodają mu otuchy w trudnych chwilach.

- Czuję wokół siebie niebezpieczeństwo, ale koty dodają mi odwagi, by tu zostać. Nie mogę ich zostawić - wyznaje wolontariusz w jednym z wpisów. - Wojna wciąż jest blisko naszego sanktuarium, a Syria nadal jest krajem pogrążonym w wojennej zawierusze. Ale będziemy kontynuować naszą misję poprawy życia tak wielu zapomnianych ofiar wojny - zwierząt - i poprawy przyszłości zwierząt w Syrii.

Dziś współpracują z nim lekarze weterynarii, wolontariusze, a w ośrodku mieszkają również psy, małpy, konie, gołębie, kaczki, gęsi i kurczaki, a czasem osły i kozy. Ich zdjęcia są na bieżąco publikowane na oficjalnym fanpage'u sanktuarium.

Mohammad Alaa al-Jaleel to niezaprzeczalnie wielki człowiek o złotym sercu, a także niewątpliwy wzór do naśladowania. Miejmy nadzieję, że wkrótce w jego ojczyźnie znów zapanuje spokój, a zwierzęta odnajdą nowe kochające rodziny.

Zobacz zdjęcia:

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

Źródło: noizz.pl

Następny artykuł