Żubr
Źródło: pixabay/lindsaday

Bieszczadzkie żubry na celowniku. GDOŚ wydała pozwolenie na odstrzał

13 Stycznia 2021

Dni żubrów mieszkających w zachodniej części Bieszczadów są już policzone. Decyzja przedstawiona przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska zezwala na eliminację ponad 40 zwierząt należących do gatunku objętego ochroną. Wydane pozwolenie na odstrzał zostało uzasadnione groźną chorobą pasożytniczą, która w zatrważającym tempie rozprzestrzenia się wśród zdrowych osobników w stadzie.

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska podjęła decyzja, która może kosztować życie dziesiątek, a nawet setek żubrów. Nie jest ona jednak bezpodstawna. Paradoksalnie pozwolenie na odstrzał bieszczadzkich zwierząt może uchronić znacznie więcej istnień od śmierci.

Żubry na muszce myśliwych

Zgodnie z obowiązującym prawem żubry w Polsce są objęte ścisłą ochroną gatunkową. Niemniej jednak w wyjątkowych przypadkach Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska dopuszcza ich odstrzał. O jakich wyjątkach tutaj mowa? Przede wszystkim o epidemii chorób zakaźnych, zagrażających życiu całej populacji.

W ostatnim czasie Polska Agencja Prasowa uzyskała informację dotyczącą rozprzestrzeniania się groźnej choroby wśród stada żubrów. Chodzi o telazjozę, czyli chorobę pasożytniczą wywoływaną przez nicienie Thelazia callipaeda. Chociaż to zwierzęta są najbardziej narażone na zachorowanie, istnieje ryzyko, że ludzie także mogą zostać nią zainfekowani.

Żubry dotknięte telazjozą zmagają się z szeregiem problemów zdrowotnych. W krótkim czasie tracą wzrok, cierpią z powodu zaburzeń ruchowych, a w konsekwencji zdychają. Choroba jest silnie inwazyjna, gdyż przenoszona jest przez muchy, a leczenie żubrów w stanie dzikim jest niemożliwe. Ponadto, leśnicy obserwujący stada żubrów wspominali, że ta choroba pasożytnicza sprawia ogromny ból zwierzętom.

- Ta choroba przenoszona przez owady, jest silnie inwazyjna, przysparzająca wielu cierpień, a w konsekwencji mogąca doprowadzać do śmierci zwierząt – tłumaczy Stanisław Kaczor, powiatowy lekarz weterynarii w Sanoku. - Dochodzi też do przypadków autoamputacji gałki ocznej, wyrywanej z bólu na sękach. Chory żubr okalecza się, a nawet czasem zabija o drzewo w czasie biegu.

Dziewczynka dała lwu buziaka przez szybę. Nie mogła przewidzieć reakcji dzikiego zwierzęciaDziewczynka dała lwu buziaka przez szybę. Nie mogła przewidzieć reakcji dzikiego zwierzęciaCzytaj dalej

- Wielkość stada żyjącego w zachodniej części Bieszczadów wynosi obecnie 326 osobników - przy braku jakichkolwiek działań po dwóch latach cała ta populacja składać się będzie ze ślepych żubrów, dla których egzystencja będzie cierpieniem, a jednocześnie szanse na przetrwanie tej populacji staną się zerowe - czytamy słowa leśników na stronie rm24.

Nieuchronna konieczność

Biorąc pod uwagę ogromne starania w odtworzeniu gatunku żubrów i zabezpieczeniu ich populacji w Polsce, GDOŚ nie mogła dopuścić do dalszej infekcji wewnątrz bieszczadzkiego stada. Tym samym podjęła decyzję o zgodzie na odstrzał do 40 sztuk najbardziej chorych żubrów.

- Eliminacje będą dotyczyły wyłącznie osobników z wyraźnie widocznymi objawami telazjozy (efekt tzw. białego oka widać u żubrów ze sporej odległości), obserwowanymi zaburzeniami behawioralnymi, wskazującymi na pobudzenie układu nerwowego, związanymi z postępującą lub z nieodwracalną ślepotą (ataki agresji, ocieranie okolic oczu o różnorodne przeszkody - wielokrotne próby autoamputacji, spowodowane olbrzymim bólem, m.in. poprzez wyrywanie na sękach gałki ocznej). Cała operacja będzie starannie przygotowana i precyzyjnie wykonywana pod nadzorem właściwego powiatowego lekarza weterynarii - wyjaśniono.

Podkreślono przy tym, że odstrzału nie będą dokonywać zwyczajni myśliwi. Do eksterminacji chorych osobników wyznaczony pracownika Lasów Państwowych w ramach obowiązków służbowych.

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

źródło: rm24.pl, zdrowie.radiozet.pl

Następny artykuł