Zdjęcie podglądowe - lis hodowany na futro
Źródło: unsplash/Jo-Anne McArthur

Hodowca lisów z Kiełczewa jednak uniewinniony. Z jego fermy uratowano brutalnie okaleczone zwierzęta

16 Lutego 2021

Właśnie zapadł wyrok w sprawie hodowcy lisów z Kiełczewa, przeciwko któremu stowarzyszenie Otwarte Klatki wniosło akt oskarżenia. Mężczyzna usłyszał zarzuty za znęcanie się nad zwierzętami oraz brak leczenia i poważne uchybienia w utrzymywaniu lisów. Jednakże decyzja sądu była szokiem dla aktywistów. Właściciel fermy został uniewinniony. Członkowie Otwartych Klatek, którzy w 2015 roku uratowali z jego farmy rodzeństwo okrutnie okaleczonych zwierząt, zapowiadają dalszą walkę o sprawiedliwość.

W 2015 roku stowarzyszenie Otwarte Klatki złożyło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez hodowcę lisów z Kiełczewa. 10 lutego br. Sąd w Kościanie uniewinnił hodowcę lisów od zarzutu znęcania się nad zwierzętami, pomimo tego, że 5 lat temu z jego fermy uratowano dwa lisie szczenięta z oberwanymi kończynami.

Na fermie lisów rozgrywał się koszmar

Prawda o warunkach, w jakich żyły zwierzęta na fermie należącej do hodowcy z Kiełczyna ujrzała światło dzienne w 2015 roku. Dzięki interwencji aktywistów Stowarzyszenia Otwarte Klatki udało się z niej uratować niepełnosprawne rodzeństwo lisów, których losy śledziła cała Polska.

Jaś i Małgosia, bo tak nazwano zwierzęta futerkowe, stali się ambasadorami kampanii przeciwko hodowli zwierząt futerkowych “Cena Futra”. Oba szczenięta były poważnie okaleczone – Małgosia miała urwane dwie tylne kończyny, a Jaś nie miał tylnej łapy.

Hodowca został oskarżony o krzywdzenie i zaniedbywanie zwierzęta w niewybaczalny sposób. Jednakże dowody na brak leczenia oraz poważne uchybienia w utrzymywaniu lisów na fermie nie były wystarczająco, aby Sąd w Kościanie wymierzył mu skazujący wyrok.

Okaleczenia jakich doznały uratowane z fermy w Kiełczewie lisy z pewnością sprawiały im cierpienie, hodowca jednak nie udzielił im wystarczającej pomocy – czytamy słowa Bogny Wiltowska, dyrektorki ds. śledztw i interwencji w Stowarzyszeniu Otwarte Klatki na stronie Głosu Wielkopolski. – To kolejny przykład na to, że system zawodzi, a walka o sprawiedliwość dla zwierząt futerkowych jest długa i trudna. Wyrok nie jest prawomocny, z pewnością będziemy składać apelację – dodaje Wiltowska.

Pakistan: Nie żyją dwa białe tygryski. Władze ZOO potwierdzają, zaraziły się koronawirusemPakistan: Nie żyją dwa białe tygryski. Władze ZOO potwierdzają, zaraziły się koronawirusemCzytaj dalej

Kto odpowie za cierpienie zwierząt?

Pomimo uniewinnienia w procesie wytoczonym mu przez Otwarte Klatki, właściciel fermy z Kiełczewa został skazany w innej sprawie za znęcanie się nad zwierzętami. Konsekwencją tego był zakaz prowadzenia hodowli na okres 6 lat.

Zwierzęta hodowane na fermie futrzarskiej pod Kiełczewem całe życie od narodzin do śmierci, wykonywanej poprzez porażenie prądem, spędzały w metalowych klatkach. Nigdy nie zaznały wolności. Pracownicy sprzątali wnętrze ich klatek zaledwie raz na kilka tygodni. Całe szczęście dziś ferma w Kiełczewie jest już pusta, nie cierpi na niej żadne zwierzę.

Pozostaje jednak pytanie, czy właściciel hodowli, na której rozegrał się koszmar niewinnych zwierząt, odpowie za popełnione czyny? Aktywiści zapewniają, że robią, co w ich mocy, aby sprawiedliwości stała się zadość. Walka o prawa zwierząt futerkowych wciąż się nie skończyła.

Jesteśmy w trakcie kilku postępowań dotyczących znęcania się nad zwierzętami na fermach futrzarskich. Mamy nadzieję, że wszystkie doczekają się pozytywnego zakończenia i hodowcy zostaną ukarani – mówi Bogna Wiltowska – Tymczasem jako Otwarte Klatki walczymy o upragniony przez społeczeństwo zakaz hodowli zwierząt na futro, który jest jedynym sposobem na realne zakończenie cierpienia zwierząt futerkowych – dodaje Wiltowska.

Zobacz zdjęcia i nagranie:

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

Następny artykuł