wieloryby zapędzane na brzeg
Źródło: pixabay/geralt

Zabito ponad 250 wielorybów. Woda zmieniła kolor na czerwony, straszne

20 Lipca 2020

Wieloryby zabijane są u wybrzeży Wysp Owczych co roku. Choć kiedyś był to jedyny sposób ich mieszkańców na pozyskiwanie żywności, która miała stanowić zapasy na zimę, obecnie praktyka ta stanowi raczej brutalną rozrywkę, zakorzenioną w tradycji państwa, niż konieczność. Woda u wybrzeży wyspy przybiera w tym czasie kolor czerwony od krwi mordowanych ssaków wodnych.

Wieloryby zapędzane są na plaże przez ludzi na łodziach. Gdy znajdą się dostatecznie blisko brzegu, zebrany na plaży tłum uzbrojony w noże, harpuny i oszczepy, zabija je. Nierzadko potrzeba kilku ciosów, by pozbawić zwierzę życia. Mimo to władzę wyspy utrzymują, że ubój odbywa się w sposób szybki i pozbawiony okrucieństwa. Z tą opinią nie zgadzają się przedstawiciele organizacji działających na rzecz praw zwierząt. W pierwszym polowaniu w tym roku, w zatoce Torshavn życie straciło 250 wielorybów. W ciągu roku ginie około 800 sztuk tych wielkich zwierząt morskich.

Zabiją niemal 100 tysięcy norek. Ma być to Zabiją niemal 100 tysięcy norek. Ma być to "środek zapobiegawczy"Czytaj dalej

Wieloryby giną tam od stuleci

Ta brutalna tradycja jest prawie tak stara, jak pierwsze przykłady osadnictwa na wyspach Faroe. Sięga aż IX wieku naszej ery. Dla mieszkańców mało żyznej wyspy, wielorybie mięso stanowiło ważną część diety. Jednak obecnie, te morskie ssaki giną głównie dla rozrywki wyspiarzy. Polowania przyciągają setki osób na plażę, gdzie przyglądają się rzezi zwierząt. Zwolennicy tej praktyki twierdzą, że polowania stanowią trwałą część kultury tego miejsca, a możliwość skosztowania ich mięsa jest unikalną zaletą ich regionu. Lokalne władze zapewniają, że nie jest to barbarzyńska praktyka, a drastyczne zdjęcia nie oddają charakteru tego wydarzenia. Ich zdaniem walenie giną w kilka minut, a cały proces jest kontrolowany i uregulowany w prawodawstwie. Podnoszą także kwestię tego, jak zmieniły się polowania. Obecnie osoby dokonujące rzezi muszą posiadać odpowiedni certyfikat, potwierdzający odbycie szkolenia z uśmiercania zwierzęcia ciosem oszczepu w rdzeń kręgowy.

DZISIAJ GRZEJE: 1. Wszyscy się obawiali. Zapadła decyzja o ponownym zamknięciu obiektu
2. Właściciel pumy napisał list do prezydenta Poznania. O co prosi?
3. Kot myśli, że jest człowiekiem. Właściciel futrzaka nagrywa wszystko, niezwykłe umiejętności

Praktyka krytykowana jest przez obrońców praw zwierząt

Wiele organizacji zrzeszających osoby, którym zależy na etycznym traktowaniu zwierząt protestuje przeciwko tej praktyce. Ekologów nie przekonują argumentu o tym, że to wieloletnia tradycja. Ich zdaniem nie można usprawiedliwiać okrucieństwa wobec żywych istot kwestiami kulturowymi czy historią regionu. Sposób w jaki traktujemy stworzenia powinien być podyktowany kwestią współczucia i empatii a nie szacunkiem do odbywających się od lat praktyk. Szczególnie jeśli polowania przestały być uzasadnione kwestią zdobycia pożywienia, a stały się jedynie formą rozrywki. Ich wątpliwości budzi także sposób, w jaki zabija się zwierzęta. Nie dają wiary, że udaje się je zabić jednym ciosem. Nagrania i zdjęcia wydają się potwierdzać, że często w istocie zwierzęta żyją jeszcze długo po otrzymaniu pierwszego pchnięcia.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Nie żyje aktorka znana z seriali TVP i ”Misia”. Mąż przekazał smutną wiadomość
  2. Jego wzrok hipnotyzuje. Prawdziwy kot z ludzką twarzą wygląda nieziemsko, ale wzbudza też niepokój
  3. Spłonął dom wyremontowany w programie "Nasz nowy dom". "Nie zostawimy ich w potrzebie", obiecuje Katarzyna Dowbor
  4. Kradli i sprzedawali psy na mięso. Spotkała ich surowa kara
  5. Nie widać końca historii z pumą Nubią. Porozumienie z zoo w Poznaniu zostało zerwane?
  6. Pokazała zdjęcie syna z pierwszego i ostatniego dnia szkoły. Lata minęły, a przyjaciel pozostał
  7. Śmiertelny wypadek w polskich górach. Do akcji wkroczył śmigłowiec

Źródło: o2.pl

Następny artykuł