Pies na trawniku
Źródło: Facebook/Łucja Lenartowicz

Urzędnik, który miał psom zniszczyć budy odpowiada. Opiekunka zwierzaków mówiła nieprawdę?

20 Grudnia 2020

Urzędnik gminy Łochów postanowił usunąć budę dwóm bezdomnym psom, a swoim czynem wywołał prawdziwą burzę w mediach. Jak się okazuje, oskarżenie to było zupełnie bezpodstawne, a doszło do niego w wyniku braku porozumienia między urzędnikami a opiekunką czworonogów. Znamy odpowiedź Krzysztofa Marciniaka, który wyjaśnia, co tak właściwie stało się z budą dla psów.

Dwa bezdomne psy, Misiek i Dżeki, którymi opiekowała się Łucja Lenartowicz, mieszkały spokojnie w budzie na terenie Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów pod Łochowem. W grudniu jednak stało się coś strasznego - zniknęła ich buda i same psy. Pani Łucja spanikowała, nie mając pojęcia, co się stało ze zwierzakami i od razu "zaatakowała" Urzędnika Gminy Łochów, który wydawał jej się odpowiedzialny za zniknięcie psów. Okazuje się jednak, że prawda jest zupełnie inna i doszło do poważnego nieporozumienia. Psy dostały nową budę, którą po prostu postawiono w nieco innym miejscu.

Urzędnik Gminy Łochów w sprawie bezdomnych psów

- Misiek i Dżeki od kilku lat wiedli spokojne życie na terenie PSZOK-u pod Łochowem. Każdy je znał. Nikt się nie bał - napisała na Facebooku Łucja Lenartowicz. -Decyzją Dyrektora Zakładu Gospodarki Komunalnej w Łochowie zostały zniszczone budy, które od 4 lat były schronieniem dwóch bezdomnych psów. Pan Krzysztof zabrał im nie tylko dom, ale zrobił dużo więcej.

Po tym, jak Łucja opisała patową sytuację zwierząt, w sieci zawrzało. Dyrektor SZGK w Łochowie został obrzucony nieprzyjemnymi komentarzami. Jak się dowiedzieliśmy, zupełnie bezpodstawnie. Pani Łucja napisała bardzo emocjonalny wpis na Facebooku, który silnie wpłynął na ludzi i ich postrzeganie Krzysztofa Marciniaka. Pani Łucja nawet dzwoniła do niego samego w tej sprawie... ale tylko po to, by dolać oliwy do ognia. Zdaniem pana Marciniaka nie dała mu nawet dojść do słowa, więc nie było szansy na spokojne wyjaśnienie tego, co się właściwie stało.

Urzędnik Gminy Łochów w rozmowie z Faktem wyjaśnia, że bud dla psów nikt celowo nie zniszczył. Wspomina też o pewnym dość istotnym fakcie. Misiek i Dżeki, które od 3 lat mieszkają na terenie PSZOK w Łochowie posiadają nieuregulowany status. Co więcej, psy te mieszkają na terenie publicznym, na którym zgodnie z przepisami zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna.

- Jako urzędnik, zobowiązany do działania zgodnie z prawem i w jego granicach, w tej sytuacji faktycznie powinienem te psy usunąć. Jednakże jeżeli taki miałbym zamiar, to postąpiłbym zgodnie z procedurami. Psy wówczas trafiłyby do adopcji lub schroniska - wyjaśnia urzędnik w rozmowie z Faktem. On sam poznał Miśka i Dżekiego osobiście. Nierzadko je spotykał, gdy przyjeżdżał do PSZOK.

Pies znalazł swojego Pies znalazł swojego "bliźniaka" na spacerze. Poprosił, aby zabrać go do domuCzytaj dalej

- Jednakże wychodząc naprzeciw pewnej społecznej akceptacji pobytu tych psów na terenie PSZOK (choć miałem uwagi od pracowników i niektórych mieszkańców, że psy wyglądają groźnie) podjąłem decyzję, aby przesunąć ich budy nieco dalej od biura PSZOK (50 metrów dalej). W trakcie przenosin budy się po prostu rozpadły (drewno było przegnite). A ponieważ psów nie było na terenie już od kilku dni (co jest w ich przypadku normalne – zawsze mają jakieś ważne sprawy na terenie gminy) nakazałem budy wyrzucić i zamiast tych starych zakupiliśmy nowe. Postawione zostały w miejscu odpowiednim (przy kojcach, z dala od biura PSZOK). Czas, jaki minął od wyrzucenia starych bud do postawienia nowych to 18 godzin! – czytamy wypowiedź Krzysztofa Marciniaka na łamach Faktu.

Poryw emocji, prawda i los psów

Niestety, przez falę hejtu, jaka się przelała przez internet, los psów został już przesądzony. Dopóki wiedzieli o nich tylko najbliżsi mieszkańcy Zakładu pod Łochowem, psy mogły spokojnie tam mieszkać, nikomu za bardzo nie wadząc. Teraz jednak sprawa stała się na tyle medialna, że uniemożliwia im życie na wolności. To skazuje je na schronisko, a wszystko to stało się za sprawą nieprzemyślanego nagłośnienia całej sytuacji, która - jak się okazuje - miała wyjść psom na dobre.

- Psy prawdopodobnie trafią do schroniska. Ja osobiście mam pomysł, aby zbudować im wybieg spełniający wymagania ustawy (po 15 metrów kwadratowych dla psa), aby mogły sobie spokojnie na PSZOK mieszkać. Nie wiem tylko co one na to, bo wydaje mi się, że poczucie swobody i wolności jest dla nich ważniejsze. Jak będą rozstrzygać odpowiednie organy gminy – podsumowuje dyrektor SZGK w rozmowie z Faktem.

Po wyjaśnieniu sytuacji przez Urzędnika Gminy Łochów internauci zaczęli przepraszać za to, co złego o nim powiedzieli. Co więcej, w jego obronie wystąpiły też pewne osoby, w tym Iwona Lewińska, która, jak się okazuje, doskonale znała te dwa psy.

- Lubię prawdę. Jeśli Pan ze zdjęcia ma być "bucem bez sumienia ", to ja chętnie będę jego "najzagorzalszą obrończynią". To dzięki temu "bucowi" łochowskie psy otrzymały nową przechowalnię z nowymi kojcami i wybiegami. Najpierw 4 teraz jeszcze 3. Tak, dzięki niemu, bo to jest przechowalnia gminna, a nie przechowalnia Łucji, stawiana z myślą o psach z gminy Łochów i tylko z gminy Łochów - pisze na Facebooku Iwona Lewińska. Z jej postu dowiadujemy się także, że największy udział w pomocy psom miała Małgorzata Kowalska, która poświęciła dla nich niezwykle wiele. Okazała im tyle serca, że zwierzaki powoli zaczynały jej ufać. Czasami Dżeki dawał się jej dotknąć, i tylko tyle.

- W ostatni piątek, czyli wczoraj (fakt, bez uprzedzenia Małgorzaty) stare, zniszczone budy usunięto, bo tam, gdzie stały, zostać nie mogły. Czy nowy pracownik psy przegonił? Możliwe. Czy Miśki poszły sobie same na kolejną wycieczkę? Też możliwe. Że zrobiono to bez znajomości rzeczy? Tak. Faktem jest, że w sobotę rano nowe budy dla Miśków już stały a Małgorzata została przeproszona. Zawiodła komunikacja. W planach było opracowanie regulaminu, dogadanie szczegółów współpracy z wolontariuszkami. Czy coś z tego wyjdzie? Nie wiem. Wiem za to, że Miśki będzie teraz bardzo trudno pozostawić na wolności, bo to niezgodne z przepisami, a psy miały nieszczęście stać się psami medialnymi wraz z bohaterem postu ze zdjęcia i całą gminą Łochów. Łucjo, wyrządziłaś tym psom krzywdę - dobitnie podsumowuje swój wpis Pani Iwona.

Artykuły polecane przez redakcję Świata Zwierząt:

źródło: fakt.pl

Następny artykuł