świeca
Źródło: pixabay.com/Arcaion

Był nietrzeźwy, spłoszył konia. Zwierzę wtargnęło na jezdnię, zmarł 23-letni Kacper

28 Grudnia 2020

Nie żyje 23-letni Kacper z Podrzecza. 4 miesiące temu pijany mężczyzna spłoszył konia, który wtargnął na jezdnię i uderzył w samochód prowadzony przez młodzieńca. Do tragedii doszło w lipcu, nieopodal miejscowości Elżbietków. Teraz poinformowano o śmierci Kacpra, od lipca przebywającego w śpiączce, a ojciec zmarłego walczy o sprawiedliwość.

W mediach pojawiły się doniesienia o tym, że 23-latek przebywający wcześniej w śpiączce nie żyje. Głos zabrali rodzice młodzieńca, który stracił życie przez lekkomyślność pijanego mężczyzny. Sprawca wypadku znany był już lokalnej policji. Jakiś czas wcześniej stracił prawo jazdy, koń był jedynym środkiem transportu, jaki miał do dyspozycji. Po alkoholu wsiadł na zwierzę, które dwukrotnie go zrzuciło, po czym wbiegło na jezdnię.

Nie żyje 23-letni Kacper

Rodzice chłopaka nie kryją rozgoryczenia. Ich syn zmarł przez nieodpowiedzialność mężczyzny, który po pijanemu próbował jechać na koniu. Sprawca był na tyle nietrzeźwy, że nie mógł zapanować nad zwierzęciem, które zrzuciło go z siebie dwukrotnie. Po drugim upadku jeźdźca wbiegło na ulicę i uderzyło w nadjeżdżającego z naprzeciwka motocyklistę, a potem w prowadzony przez Kacpra samochód.

- Wiedział, że będąc pod wpływem alkoholu, nie powinien jechać wierzchem. Wracał do domu, poruszając się drogą gruntową. Z jego wyjaśnień wynika, że sarny miały spłoszyć jego konia i został przez zwierzę zrzucony. Nie dochował staranności związanej z jazdą wierzchem, czego następstwem w mojej ocenie jest wypadek komunikacyjny, w którym jedna osoba została ciężko, a druga średnio ranna – skomentował w lipcu sprawę prokurator Jacek Masztalerz z prokuratury rejonowej w Gostyniu.

Zmarły mężczyzna prowadził samochód, którym podróżował z grupą przyjaciół. Nagle tuż przed nim pojawił się spłoszony koń. Ważące kilkaset kilogramów zwierzę odbiło się od maski pojazdu i uderzyło w przednią szybę i dach.

Na miejscu szybko zjawiła się policja i straż pożarna. Mundurowi od razu rozpoczęli reanimację mężczyzny. W ciężkim stanie trafił do szpitala we Wrocławiu. Był w śpiączce, z której ostatecznie udało się go wybudzić, jednak nie reagował na żadne bodźce. Niedawno rodzina poinformowała o tym, że Kacper nie żyje.

– Właściciel konia powinien trafić do więzienia. A nadal nie ma nawet sporządzonego aktu oskarżenia. Ten człowiek zabrał nam syna i nie wyraził żadnej skruchy. Koń to był jedyny dla niego dozwolony środek transportu, bo miał zabrane prawo jazdy – powiedział Adam Praczyk, ojciec zmarłego Faktowi.

Sąsiedzi usłyszeli skomlenie szczeniaków, ale było już za późno. Właściciel przyznał się do strasznego czynuSąsiedzi usłyszeli skomlenie szczeniaków, ale było już za późno. Właściciel przyznał się do strasznego czynuCzytaj dalej

Rodzice chłopca nie kryją żalu

Matka i ojciec mężczyzny, który nie żyje, są rozczarowani działaniami wymiaru sprawiedliwości. Sprawca wypadku był już dobrze znany policji i prokuraturze. Wielokrotnie karano go za jazdę pod wpływem.

- Wiemy, że ta osoba była wcześniej wielokrotnie karana za prowadzenie pojazdów w stanie nietrzeźwości, m.in. rowerów. Ma już dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych - mówiła bezpośrednio po wypadku prokurator.

Mimo to, z wypowiedzi rodziców zmarłego wynika, że nie podjęto żadnych działań mających na celu ukaranie winnego. Mężczyzna ma przebywać na wolności, zdaniem ojca Kacpra do sądu nie wpłynął nawet akt oskarżenia. Łączymy się w bólu z bliskimi zmarłego oraz liczymy na to, że w sprawie zapadnie sprawiedliwy wyrok.

Zobacz zdjęcie:

Koń

Artykuły polecane przez redakcję Świata Zwierząt:

Źródło: fakt.pl

Następny artykuł