Policja
Źródło: policja.gov.pl

Nowe fakty w sprawie morderstwa 57-latki w łódzkim parku. Zabójcę tropi wyszkolony pies policyjny

8 Stycznia 2021

Od tajemniczego morderstwa w parku na Zdrowiu w Łodzi minął już ponad miesiąc. W sobotę nad ranem znaleziono przykryte liśćmi zwłoki 57-letniej kobiety, która około godziny 18 wyszła na spacer z psem. W sprawie brutalnego zabójstwa pani Małgosi nadal nikogo nie zatrzymano. Morderca nadal pozostaje na wolności, lecz na jego tropie jest specjalny pies z Saksonii. Chociaż policja i prokuratura wciąż nie podzieliły się przełomowymi informacjami w toczącym się śledztwie, nowe fakty ujrzały światło dzienne.

Morderstwo w łódzkim parku na Zdrowiu wstrząsnęło całą Polską i wywołało panikę w okolicznych mieszkańcach. Powodem może być fakt, iż miejsce to jest często odwiedzane przez spacerowiczów czy biegaczy, którzy nie podejrzewali, że pod osłoną nocy mogło w nim dojść do brutalnego przestępstwa.

Tajemnicza sprawa morderstwa w Łodzi

Jak ustalono, w piątek 4 grudnia 2020 roku około godziny 18 pani Małgorzata wyszła na spacer z psem rasy beagle. To ostatni moment, kiedy jej bliscy widzieli ją żywą. Kilka godzin później ciało zamordowanej 57-latki zostało odnalezione w parku pomiędzy ulicą Krakowską i Konstantynowską. Były przysypane liśćmi, jak gdyby zabójca próbował zatuszować popełnione przestępstwo. Zdaniem prokuratury sprawca zabójstwa mógł działać na tle seksualnym.

Po dziś dzień okoliczności śmierci opiekunki psa wciąż pozostają tajemnicą. Początkowo śledztwo w sprawie morderstwa pani Małgorzaty prowadziła Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie, lecz pod koniec grudnia zeszłego roku zapadła decyzja, aby sprawę przenieść do jednostki wyższego szczebla - Prokuratury Regionalnej w Łodzi.

- Postępowanie zostało przeniesione ze względu na wagę sprawy oraz duże zainteresowanie opinii publicznej - czytamy słowa Krzysztofa Bukowieckiego, rzecznika Prokuratury Regionalnej w Łodzi na stronie Wyborczej.

Dużym utrudnieniem w rozwiązaniu sprawy są okoliczności zbrodni oraz restrykcje związane z trwającą pandemią koronawirusa, które nakazują Polakom zasłanianie ust i nosa maseczką. Ponadto, do morderstwa doszło po zmroku, zaś ciało zostało ukryte gęsto porośniętej części parku.

Mały, biały piesek był przeznaczony na mięso. Dzięki ratownikom zaznał miłości po raz pierwszyMały, biały piesek był przeznaczony na mięso. Dzięki ratownikom zaznał miłości po raz pierwszyCzytaj dalej

Wyszkolony pies z Saksonii na tropie zabójcy

W związku z brakiem postępów w sprawie w połowie grudnia zeszłego roku do Łodzi został ściągnięty specjalny pies tropiący rasy bloodhound należący do Wyższej Szkoły Policji Saksońskiej. Jest to odpowiednik polskiego Zakładu Kynologii Policyjnej w Sułkowicach, gdzie szkolone są psy i ich przewodnicy. Zwierzę w towarzystwie policjantów szukało tropów m.in. na terenie zieleńca, w rejonie ul. Krzemienieckiej i ul. Konstantynowskiej.

- Taki sam pies był wykorzystywany m.in. do rozwikłania zagadki śmierci Ewy Tylman w Poznaniu - informuje mł. insp. Joanna Kącka, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Łodzi. - Zwierzę jest w stanie podjąć trop nawet do trzech miesięcy po dokonaniu zbrodni.

Co więcej, według ustaleń policji, w dniu zabójstwa pani Małgorzaty jej pupil został odnaleziony przez przypadkowych spacerowiczów około godziny 20. Fakt, że był całkowicie sam, wzbudził ich podejrzenia, dlatego przetransportowali go do kliniki weterynaryjnej. Okazuje się jednak, że to nie pierwszy raz, kiedy beagle należący do zmarłej 57-latki uciekł podczas przechadzki po parku.

- Od dwóch lat chodzimy z naszymi psami do tego parku, także w godzinach, w których ta kobieta zginęła - mówi mieszkanka okolic Zdrowia w rozmowie z Wyborczą.

Kobieta twierdzi, że znała panią Małgorzatę ze spacerów z psami, dlatego gdy jesienią na terenie dawnego poligonu na Brusie znalazła błąkającego się psa rasy beagle, od razu skojarzyła, że należał on do 57-latki. Wkrótce potem zwróciła go prawowitej właścicielce. Dzisiaj wspomnienie z jesiennego dnia otwiera szersze pole do spekulacji nad tym, co właściwie mogło wydarzyć się tragicznej nocy 4 grudnia.

- Ten pies miał tendencję do ucieczek. Ciągle tym państwu zwiewał. To był beagle, miał silny instynkt myśliwski i gdy tylko coś zobaczył, zaczynał biec. Często rzucał się w krzaki, a właściciele musieli go po nich szukać - opowiada kobieta i dodaje: - Może ten pies nie zareagował, nie wszczął alarmu, bo po prostu nie było go przy pani. A ona być może zboczyła z głównej ścieżki dlatego, że go szukała. Cały czas o tym rozmawiamy.

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

Źródło: lodz.wyborcza.pl, expressilustrowany.pl

Następny artykuł