Pies w lesie
Źródło: pixabay/christels

Skandal. Znaleziono kundelka przywiązanego do drzewa, obrożę miał spiętą trytytką. "Nie miał szans, żeby się oswobodzić"

7 Stycznia 2021

Kundelek w typie owczarka niemieckiego został pozostawiony na śmierć z głodu i wychłodzenia w lesie w Mrowinach (gmina Żarów). Sprawca porzucenia zwierzęcia upewnił się, że pupil nie ma najmniejszych szans się wyswobodzić. Podczas akcji ratunkowej odkryto, że miał obrożę spiętą plastikową opaską uciskową.

Kundelek o ciemnym umaszczeniu zawiódł się na swoim właścicielu w najgorszy możliwy sposób. Nieznany właściciel zwierzęcia postanowił zrzec się odpowiedzialności wynikającej z zajmowania się czworonogiem, jednocześnie nie dbając o to, by pupil trafił w ręce odpowiedzialnej osoby. Wolał za to pozostawić go w środku lasu z dala od ludzkiego wzroku.

Porzucony kundelek wzywał pomocy

Skandaliczne zajście relacjonuje Radosław Falów zajmujący się końmi w okolicznej stajni. Wczorajszego ranka tj. 6 stycznia br., kiedy mężczyzna szedł do swojego miejsca pracy, usłyszał psie szczekanie wydobywające się z lasu. Początkowo nie martwił się o los zwierzęcia, podejrzewając, że należy ono do leśniczego.

Usłyszałem szczekanie psa, dochodzące z lasu. To miejsce oddalone od domów, pomyślałem więc, że może leśniczy chodzi z psem. Zaniepokoiło mnie jednak, że minęły trzy godziny, a szczekanie nie milkło – czytamy relację pana Radosława na Świdnica 24.

Czas jednak mijał, a pies przebywający w środku lasu nie przestawał szczekać. Pan Radosław w końcu postanowił zaspokoić swoją ciekawość i skierował się w stronę niecichnącego wołania o pomoc. Widok, jaki ukazał się jego oczom, był dla niego dużym zaskoczeniem. Na miejscu zastał psa w typie owczarka niemieckiego, który stał przywiązany do drzewa.

- Poszedłem w miejsce, skąd dochodziło i zobaczyłem psa, przywiązanego linką do drzewa. Później okazało się jeszcze, że obroża była spięta trytką. Pies nie miał szans, żeby się oswobodzić - opowiada.

Pies nie poznał swojego pana po długiej rozłące. Jego reakcja sprawia, że łzy same cisną się do oczuPies nie poznał swojego pana po długiej rozłące. Jego reakcja sprawia, że łzy same cisną się do oczuCzytaj dalej

Zwierzę miało obrożę spiętą trytytką

Mężczyzna wolał nie ryzykować samodzielnego oswobodzenia zwierzęcia, ponieważ w tamtej chwili zachowywało się w agresywny sposób. Zamiast tego niezwłocznie wybrał numer alarmowy i próbował skontaktować się z odpowiednimi służbami i instytucjami ratującymi zwierzęta. Cała operacja trwała ponad dwie godziny.

Przyjechał patrol, a po nich pracownik schroniska w Świdnicy. Pies został oswobodzony i zabrany – opisuje pan Radosław. – Szukałbym ratunku tak długo, jak byłoby trzeba. Sam zajmuję się zwierzętami, są dla mnie bardzo ważne. Każde życie jest cenne!

W chwili przybycia patrolu na miejsce zdarzenia kundelek był już bardzo spragniony i głodny. Cierpiał z powodu wychłodzenia organizmu, dlatego można wnioskować, że spędził w lesie wiele godzin.

Osoba, która porzuciła zwierzę na pastwę losu, popełniła przestępstwo z premedytacją. Wnioskując po pozostawionych opaskach uciskowych na jego obroży, sprawca nie chciał, by psu przypadkowo udało się wyswobodzić. W tym wypadku karą za znęcanie się nad zwierzętami są nawet 3 lata pozbawienia wolności.

- Jak bardzo pozbawionym ludzkiej empatii człowiekiem trzeba być, by psa przywiązać, (…), linami do kilku drzew w lesie? Pewnie po to, by mieć pewność, że jak jedną przegryzie, to reszta będzie go trzymać. Jak bardzo złym, pozbawionym uczuć trzeba być, by go tam zostawić? - napisał Paweł Szewczyk z Fundacji Mam Pomysł, prowadzącej świdnickie schronisko. - Psa oswobodziliśmy i bezpiecznie zawieźliśmy do naszej placówki. Życzę temu kto to zrobił z całego serca okrutnie beznadziejnych dni.

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

Źródło: swidnica24.pl

Następny artykuł