kotka z bielan
Źródło: strazmiejska.waw.pl

Przygarnęła małego kota i od razu zaczęła się nad nim znęcać. Zwierzak jest w ciężkim stanie

28 Grudnia 2020

Kot został przygarnięty przez 62-letnią mieszkankę warszawskich Bielan od znajomych. Zwierzę miało zaledwie 4 miesiące. Kobieta jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniła po straż miejską po tym, jak mruczek miał się na nią rzucić, podrapać ją i pogryźć. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce zastali przerażający widok.

Kot leżał w zlewie, jęcząc i ciężko oddychając. Kobieta powiedziała strażnikom miejskim z ekopatrolu, że zwierzę miał zaatakować ją podczas zabawy. Jak twierdzi, broniąc się przed 4-miesięcznym mruczkiem, musiała wymierzyć mu kilka ciosów. Ranne zwierzę wrzuciła do umywalki i w ramach "kary" zaczęła polewać je wodą. Funkcjonariusze bez wahania wezwali drugi patrol w asyście policji.

Kot został przez nią przygarnięty tego samego dnia

Straż miejska otrzymała wezwanie około godziny 22:30 od jednej z mieszkanek ulicy Kwitnącej. Już 10 minut później zapukali do drzwi 62-latki. Zapytana o to, gdzie jest zwierzę, wskazała na drzwi do łazienki. Gdy funkcjonariusze weszli do środka, zobaczyli skatowanego, przemoczonego i przemarzniętego małego kotka leżącego w umywalce. Maluch nie miał nawet siły unieść głowy, by na nich spojrzeć.

- Mieszkanka jednego z bloków stwierdziła, że tego dnia wzięła od znajomych kilkumiesięcznego kota. Wieczorem bawiła się z nim. Jak dodała, w pewnym momencie zwierzak ją pogryzł i podrapał. Zaczęła go więc bić - czytamy w relacji funkcjonariuszy.

Rzadko kiedy sprawcy znęcania się nad zwierzętami sami dzwonią po służby. Kobieta sądziła, że to ona jest ofiarą całego zajścia. Jak twierdzi, nie mogła zapanować nad kotem. Choć behawioryści i weterynarze powtarzają, że przemoc nigdy nie powinna stanowić środka wychowawczego stosowanego wobec zwierzęcia, ich apele rzadko kiedy przynoszą pożądane skutki.

Funkcjonariusze nie dali wiary jej wyjaśnieniom. W relacji z całego zajścia, zamieszczonej na stronie warszawskiej straży miejskiej, zaznaczyli, że od kobiety czuć było alkohol. Dalsze zeznania złoży na policji, jako że jest podejrzana o znęcanie się nad kotem.

Był nietrzeźwy, spłoszył konia. Zwierzę wtargnęło na jezdnię, zmarł 23-letni KacperBył nietrzeźwy, spłoszył konia. Zwierzę wtargnęło na jezdnię, zmarł 23-letni KacperCzytaj dalej

Kot był w ciężkim stanie

Zwierzę nie miało siły się poruszać. Gołym okiem widać było, że odniosło poważne obrażenia. Strażnicy miejscy wezwali więc drugi patrol oraz funkcjonariuszy policji, by zabezpieczyli dowody znęcania się nad kotem i odwieźli zwierzę do weterynarza.

- Futrzak był przemoczony i bardzo przemarznięty. Maluszek owinięty ręcznikiem trafił na ręce funkcjonariuszki, która zaczęła na niego chuchać, aby choć trochę go ogrzać - relacjonują strażnicy.

Na szczęście kot trafił na osoby, które nie zbagatelizowały całego zajścia. Kobieta, która przygarnęła go tego samego dnia, omal go nie zabiła. Nie wykazała też żadnej skruchy z powodu swojego postępowania. Była przekonana, że funkcjonariusze odwiozą "agresywne" zwierzę do schroniska.

Za znęcanie się nad kotem grozi jej do trzech lat więzienia. Zwierzę trafi najprawdopodobniej do Schroniska na Paluchu. Po zakończeniu leczenia dostanie kolejną szansę na znalezienie nowego domu. Pracownicy placówki jak zwykle dołożą wszelkich starań, by trafiło do dobrych ludzi.

Zobacz zdjęcie:

Kot uratowany przez strażników

Artykuły polecane przez redakcję Świata Zwierząt:

źródło: strazmiejska.waw.pl

Następny artykuł