jamnik siedzi
Źródło: YouTube/Virgin Australia Virgin Australia

Jamnik pokonał 17 tys. km, żeby wrócić do domu. Jego reakcja na widok właścicieli wyciska łzy z oczu

10 Lutego 2021

Adoptowany jamnik imieniem Pipsqueak miał do przebycia długą podróż między dwoma kontynentami, liczącą blisko 17 tysięcy kilometrów. Wszystko po to, by po 5 miesiącach rozłąki z właścicielami nareszcie wrócić do domu. Szczeniak prawdopodobnie nigdy nie dotarłby do swoich bliskich, gdyby nie pomoc wielkodusznych ludzi.

Historia jamnika-podróżnika z Sycylii rozpoczęła się w 2020 roku, kiedy to jeszcze jako maleńki szczeniak został zaadoptowany przez rodzinę Eilbecków z Australii. Miał niesamowite szczęście, ponieważ poza gwarancją lepszego życie oraz bezgranicznej miłości i troski, trafiła się też szansa na odbycie wycieczki dookoła świata.

Jamnik został uwięziony z dala od domu

W skład Eilbecków wchodzi Zoe i jej mąż Guy, a także dwaj synowie - Cam i Max. Cała rodzina uwielbiała podróżować i chętnie wykorzystuje do tego celu jachty. Pewnego razu, kiedy wspólnie wybrali się statkiem w żeglugę u brzegów południowej Europy, przypadkowo natknęli się na bezpańskiego jamnika.

Jak zdradzili w rozmowie z ”Lonely Planet”, zwierzak trafił do nich podczas podróży po słonecznej Sycylii i pozostał na jachcie przez kolejne kilka miesięcy. Wszyscy z otwartymi ramionami przyjęli bezpańskiego jamniczka, pragnąc, by radosny czworonóg przeżył u ich boku niezapomnianą przygodę. Psiak dostał imię Pipsqueak i zwiedził w sumie 17 różnych państw.

Jednakże na początku 2020 roku rodzina z Australii nawet nie podejrzewała, że zbliżające się widmo pandemii nie tylko pokrzyżuje ich dotychczasowe plany podróży, ale też rozdzieli ich z ukochanym pupilem. Obostrzenia i panika związana z nagłym rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 dotknęła rodzinę, kiedy akurat dopłynęli do Stanów Zjednoczonych.

W ostatniej chwili Eilbeckom udało się kupić bilety lotnicze z Florydy do Australii. Jednakże, spiesząc się przed zamknięciem granic i odwołaniem lotów, nie zdołali zakupić miejsca dla swojego pupila. Jamnik został przekazany w ręce tymczasowej opiekunki, a jego rodzina w pośpiechu wsiadła na pokład samolotu.

Interwencja w Małopolsce. Zakuła psa w łańcuch, zostawiła bez jedzenia i wody. Ale najgorsze są dopiero jej tłumaczeniaInterwencja w Małopolsce. Zakuła psa w łańcuch, zostawiła bez jedzenia i wody. Ale najgorsze są dopiero jej tłumaczeniaCzytaj dalej

Długo wyczekiwane spotkanie

Na rozpaczliwy apel Eilbecków odpowiedziała miłośniczka psów z Karoliny Północnej, pani Ellen Steinberg. To właśnie ona zgodziła się przygarnąć jamnika do czasu, gdy jego rodzina nie zorganizuje mu bezpiecznego przelotu do Australii. Czas mijał, a zamknięcie granic działało na dużą niekorzyść dla państwa Eilbeck.

Dopiero po 3 miesiącach uruchomiono program psiej repatriacji. Początkowo Pipsqueak został przewieziony do Los Angeles, dzięki uprzejmości jednego z tamtejszych mieszkańców. Tymczasowy opiekun zajął się nim aż do chwili, gdy pies trafił na pokład samolotu lecącego do Auckland w Nowej Zelandii.

Również tam znalazła się grupa osób wyrażająca chęć do pomocy czworonożnemu podróżnikowi. Po blisko 5 miesiącach wojaży psiak dotarł w końcu do Melbourne, gdzie wyczekiwał, aż granica między australijskimi stanami Wiktorii i Nowej Południowej Walii zostanie ponownie otwarta. Całe szczęście Pipsqueak trafił na kwarantannę do krewnych Eilbecków.

Po 10 dniach kwarantanny przewoźnik Virgin Australia zapewnił transport Pipsqueaka do Sydney. Tam wreszcie spotkał się ze swoimi bliskimi, a łzom i okrzykom radości nie było końca. Wzruszające spotkanie zostało udokumentowane, a wideo stało się wielkim hitem oraz źródłem inspiracji. Historia opuszczonego jamnika jest dowodem na to, że dzięki chęci pomocy i wspólnemu celowi, wszystko jest możliwe.

- To, czego nas ta historia nauczyła, to jak dużo dobrych ludzi jest dzisiaj na świecie. Nie odzyskalibyśmy naszego psa bez pomocy wielu, wielu z nich. Robili to, bo kochają psy i chcieli, by najmniejszy członek naszej załogi dotarł bezpiecznie do domu – Zoe Eilbeck powidziała serwisowi Lonely Planet.

Zobacz nagranie:

Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:

Źródło: national-geographic.pl

Następny artykuł